Apa State Mental, Emerald Park, Above Orange @ Babel, Malmö 2/2

Kick-Start to klub organizowany w Malmö po to, by co dwa tygonie trzy mało znane, lokalne zespoły, mogły zaprezentować się szerszej publiczności. Uwielbiam Kick-Start, dla mnie to kopalnia złota – to właśnie podczas jednego z kick-startowych wieczorów odkryłam The Luxe.

Apa State Mental zrobili prawdziwe punkowe show. Uwielbiam, kiedy zespoły, grające muzykę jakiej nie słucham na co dzień, są tak dobre na żywo – wolę to niż zespół grający nudny koncert, mimo świetnej muzyki.

Jakiś rok temu tata przysłał mi sms:a o tym, że w polskim radio słyszał zespół z Malmö: Emerald Park. Dopiero wtedy przesłuchałam ich płytę, choć kilka piosenek Emerald Park słyszałam już podczas mojego pierwszego roku w Szwecji. W końcu miałam okazję zobaczyć ich na żywo. To dziwne, że są tak mało znani, nawet (a może zwłaszcza?) w swoim mieście. Niektóre ich piosenki traktują nawet o Malmö (tytuł jednej z nich, Värnhem, to nazwa dzielnicy, w której mieszkałam zaraz po przeprowadzce do Szwecji). To był przyjemny koncert, taki, od którego ciepło się robi w środku, if you know what I mean. Ładne te ich piosenki.

Above Orange – najlepsza tego wieczoru zagrana ze sceny w Babelu muzyka, podana w nienudny sposób, zaowocowała najlepszym koncertem wieczoru. Nigdy przedtem ich nie słyszałam. Wydawało mi się, że wokalista śpiewał po szwedzku. Właśnie jestem na ich myspace i piosenki są po angielsku… hmm. Wishful listening? I Wy kliknijcie sobie w nazwę zespołu i posłuchajcie.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Stephen Lawrie @ Debaser, Malmö 1/2

O The Telescopes usłyszałam pierwszy raz kilka dni temu. Za dwa tygodnie wystąpią w Malmö. Posłuchałam kilku ich piosenek, ale to nie jest „moja” muzyka. Mimo to wybrałam się na koncert wokalisty zespołu – głównie dlatego, że spragniona byłam muzyki na żywo (no tak, 5 dni bez koncertu!!!), a poza tym tęskniłam za Debaserem – no i wstęp nie kosztował ani korony.

Gdy tylko zobaczyłam krzesło na scenie, pomyślałam – to nie może mi się spodobać. Doświadczenie nauczyło mnie, że facet siedzący na scenie, grający na gitarze akustycznej rzadko bywa interesujący. Tym razem było inaczej! Lawriemu towarzyszyli skrzypaczka i facet uderzający w bębenek. Piosenki okraszone rytmem bębenka brzmiały najlepiej. Świetnie brzmiał też głos Lawriego, a i muzyka mi się podobała, czego nie spodziewałam się po wcześniejszym przesłuchaniu tych kilku piosenek Telescopes. Na Telescopes nadal się nie wybieram, ale cieszę się, że słyszałam na żywo Stephena Lawriego. Warto było wybrać się do Debesera, nawet przy takim mrozie.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

The Sound Of Arrows @ Inkonst, Malmö 27/1

Słyszeliście o tym, że Justice przyłapano na rzekomym udawaniu grania na żywo? Widziałam zdjęcie, na którym niby grają, choć kable nie są podłączone. W tym właśnie tkwi mój największy problem dotyczący koncertów elektronicznych zespołów – zwłaszcza, że sama na niczym nie gram. Grają naprawdę, czy wszystko zostało nagrane wcześniej? Pamiętam, jak sceptycznie patrzyłam na Yeasayer… a w końcu zapomniałam o swych podejrzeniach, bo koncert był świetny.
I o to właśnie chodzi – póki nie wycieknie jakieś zdradzające fejkowany koncert zdjęcie, nie dowiem się prawdy, ale to nie znaczy, że nie mam się dobrze bawić. A kilku facetów naciskających guziczki, pochylonych nad samplerami musi bardziej się postarać, bym się dobrze bawiła. Holy Fuck nagrali jedną z moich ulubionych płyt 2010 roku, ale na żywo byli nudni. Kocham Animal Collective, ale nie podobali mi się na żywo – byłam wtedy trochę zmęczona, a oni niemal mnie uśpili. Gdy jesienią 2010 pierwszy raz widziałam koncert The Sound Of Arrows, byłam rozczarowana. Niby wokalista podrygiwał sobie po całej scenie, ale jakoś to wszystko nie miało energii i polotu.
Kilka dni temu w Inkonst zobaczyłam zupełnie inny zespół. Niby ten sam, grający te same piosenki – a jednak minął ponad rok, chłopaki mieli czas, by się wyrobić. Wydali wreszcie płytę, na którą tak czekałam, i która okazała się warta czekania. Tym razem sobie poszaleli – nie tylko wokalista, ale i panowie za samplerami (na scenie duet stał się kwartetem). Oczywiście, niektóre dźwięki zostały nagrane wcześniej – chóru dzieci podczas genialnego M.A.G.I.C. nie było przecież na scenie. Nie szkodzi. Wybawiłam się i wyskakałam z resztą wypełniającej klub po brzegi publiczności i to był najlepszy jak dotąd koncert tego roku.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

We Are The Storm @ Debaser, Malmö 20/1

W szkole. Zmęczona. Za 6 h wstaję. Nie, żebym już się poddała i przestała recenzować koncerty, ale wnioski na temat We Are The Storm wyciągnijcie sobie sami – na podstawie poniższego klipu. To kolejny szwedzki zespół, który rozkochał mnie w sobie swoim występem, więc albo jestem kochliwa, albo naprawdę byli tak dobrzy:

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Cymbals Eat Guitars @ Lille Vega, Kopenhaga 19/1

Nawiązując do zakończenia poprzedniej notki: poczułam, jak krew w żyłach szybciej mi krąży, i że najlepiej czuję się na koncertach, więc gdy tylko wróciłam do domu po występie Hank & Cupcakes kupiłam bilet na Cymbals Eat Guitars w Kopenhadze. Miałam nie jechać, bo komu chciałoby się wybierać do Kopenhagi na koncert zespołu, który wprawdzie się lubi, ale tylko lubi, a podróż kosztuje, pogoda nieciekawa, godzina w autobusie… Nie, stwierdziłam, nie będę emerytką, nie będę gniła w domu i marudziała, że nie chce mi się godzinę jechać na koncert. Jadę!

I miałam rację – tego mi właśnie brakowało! Przygoda, stolica sąsiedniego państwa i świetny koncert, chyba najlepszy w tym roku – energia i sporo gitar, które wcale nie zostały zjedzone przez cymbały, choć to właśnie perkusista nadawał rytm koncertowi – dosłownie i w przenośni. Do tego jeszcze cała otoczka: duńscy hipsterzy w dzierganych czapkach, publiczność stojąca w pewnym odstępie od sceny (ach, ci Duńczycy!). Pierwszy rząd składał się z sympatycznej pary, skaczącej i bawiącej się przez cały koncert, doznającego sobowtóra Biebera oraz dziewczyny niemal non stop uśmiechającej się – najszerzej, gdy rozbrzmiało …And The Hazy Sea – mnie. Przyzwyczaiłam się, że piosenki, na których najbardziej mi zależy, nie są grane na żywo – a tu taka niespodzianka!

I Will Furnish Your Sunday Mornings z Århus w Danii otworzyli wczorajszy koncert.  Na początku wydawało mi się, że fajną mają tylko nazwę, ale gdy zagrali to, okazło się, iż mają potencjał. Posłuchajcie zresztą Wait na ich myspace. Nie mogli jednak równać się z głównymi gwiazdami wieczoru: występ Cymbals Eat Guitars nie miał ani jednej słabej sekundy. Cieszę się, że ruszyłam tyłek i wybrałam się za granicę. Brawo, Cymbals Eat Guitars!

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Hank & Cupcakes @ Debaser, Malmö 18/1

(Obiecałam pisać o wszystkich koncertach, na które się wybieram, więc będę pisała także o koncertach zespołów, które nie są szwedzkie. Ale koncerty odbywają się w Szwecji. Albo w Danii. Tylko czasem, bardzo rzadko – w Polsce.)

Zdrzemnęłam się przed szwedzkim „Jeden z dziesięciu”, a gdy się obudziłam, na dworze lało, lało i lało. Nadeszła pora, by zdecydować, czy jechać na koncert do Debasera, ale aż tak mi nie zależało, by wychodzić z domu podczas ulewy. Mniej więcej o godzinie, o której supportująca Hank & Cupcakes Anna Ihlis pewnie zaczęła już swój występ, przestało padać. Zdecydowałam: jadę! Ale jeśli ryzykuję zmoknięcie, niech Hank & Cupcakes lepiej będą dobrzy…

I byli! Hank & Cupcakes to duet z Brooklynu (właściwie z Tel Avivu, ale przeprowadzili się najpierw na Kubę, a potem do Brooklynu), takie odwrócone White Stripes: pekusistka jest jednocześnie wokalistką i to ona skupia na sobie uwagę widzów, bębniąc tak, że Meg White skręcałaby się z zazdrości. W pewnym momencie zeszła ze sceny i biegała wśród publiczności uderzając w talerz perkusyjny. Do tego ma całkiem uroczy akcent. Druga połowa duetu, basista Hank, pozwalał koleżance robić show, skromnie robiąc swoje ( = grając na basie;).

You tell me I don’t have a hit but guess what – this is it – odważne słowa i gdyby piosenka z takim refrenem nie była hitem… ale nie ma co gdybyć, bo jest naprawdę świetna i żałuję, że nie odkryłam jej nim opublikowałam listę moich ulubionych zeszłorocznych singli.
Warto było jechać na ten koncert, nawet, gdyby znów zaczęło padać. Przy okazji odkryłam, że jestem uzależniona od koncertów. No nie, to już wiedziałam – ale tym razem zauważyłam, że gdy jestem na dobrym koncercie, mam wrażenie, że krew w moich żyłach płynie szybciej. Czuję, że żyję.

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized

Nowy singel Caotico

Przyznam, że gdy pierwszy raz usłyszałam nowy singel moich ulubieńców z Caotico, byłam nieco rozczarowana. Josef Hermansson, 1/3 zespołu Navet, przesłuchał już debiutancką płytę Caotico i zachwycał się, że są na niej same hity, więc spodziewałam się, że każdy kolejny zapowiadający ją singel wbije mnie w fotel. Ale ok, nie posiadam już fotela, natomiast Sunrise Confessions to typowy grower, rosnący w tej chwili jeszcze bardziej dzięki włączonej na winampie funkcji repeat. Płyta, która także nazywa się Sunrise Confessions, ukaże się 22. lutego i jest najbardziej przeze mnie wyczekiwaną płytą tego roku. No, chyba że Nordpolen wyda w końcu swój drugi album – ale skoro wiosną zeszłego roku zapowiadał, że już niedługo, a tu ani widu, ani słychu… #ChineseDemocracy

Dodaj komentarz

Filed under Uncategorized